Menu

Drenaż Umysłu

Moja praca nad odczarowaniem własnej rzeczywistości. To zapiski z moich przemyśleń takich jakie one są. Mam nadzieję że mogą one stanowić inspirację dla innych, którzy pragną zmienić swoje swoje życie za sprawą rozmowy z samym sobą

Sny o lataniu

drenazumyslu

Co dzisiaj mógłbym wybrać inaczej, co przybliżyłoby mnie jeszcze bardziej dynamicznie do tego czego naprawdę w swoim życiu pragnę? Boję się zadawać to pytanie. Z czego wynika ten strach? Czasami czuję się tak przytłoczony ilością informacji i sposobów postrzegania świata, tymi wszystkimi mikrokosmosami innych ludzi, że mam wrażenie że mnie tu nie ma. Że nie istnieję, że jestem zlepkiem tego wszystkiego, a co więcej, jeżeli wybrałbym inaczej, to musiałoby się to wiązać z zaufaniem dla samego siebie i tego co czuję. Wiem doskonale jak smakuje to uczucie gdy jestem sobą To czego się tak naprawdę boję? Że przegram swoje życie? A co tu jest do wygrania? Jaka jest ostateczna nagroda życia? Czyż nie samo w sobie jest nagrodą? Najbardziej chyba boję się zebrać na odwagę i zupełny brak kompromisu z sobą samym. Boję się oceny świata zewnętrznego, jak jasna cholera. Wszyscy wokół  kreują swoje życia, wydają się iść do przodu, mają w sobie odwagę, luz. Ja od kilku ładnych lat jestem pospinany i nie mam zielonego pojęcia czego chcę.

Jestem na siebie wściekły że przez tak długi czas swojego życia nie byłem zawsze ze sobą szczery i oddawałem swoje kawałki za friko tam gdzie nie było to mile widziane. Jestem na siebie wściekły że w imię jakiegoś durnego poczucia stabilności i bezpieczeństwa do tej pory oddaję ¾ swojego czasu FIRMIE. Co za absurd. To jest moje życie, które tracę na prostytuowanie się w imię czyichś idei. Tylko po to żeby było wygodnie? Czego nie chcę zaryzykować? Mieszkania, które nie jest szczytem moich marzeń o  świątyni? Samochodu? Może po prostu boję się być zależny od kogoś? To zabawne, boję się być zależny, a i tak jestem. Tam, skąd pochodzą moje „stabilne monety” nie mogę być sobą, muszę się dostosować, grać dokładnie te nuty i w takiej kolejności jak zapoda mi dyrygent. Gdzie tu jest niezależność? Iluzja, pułapka umysłu.

Obudziłem się trzeci dzień z rzędu z bólem głowy po lewej stronie. To dziwny rodzaj bólu, który swój szczyt ma w samym szczycie lewej półkuli mojej głowy a osłabia się i odpuszcza gdy masuję potylicę u podstawy czaszki i mięśni w dół szyji, do łopatek. Co to jest? Co ja wykreowałem po tej lewej stronie mojego ciała? Jakie kłamstwa uczyniłem prawdą? Cokolwiek to jest, już tego nie chcę. Wybieram to zostawić. Za dwie i pół godziny idę na masaż do mojej wieloletniej masażystki Moniki. Byłem u niej już kilkadziesiąt razy. Bardzo mi pomogła wyjść na prostą, gdy byłem w bardzo ciężkiej kondycji – wtedy dotyczyło to prawej strony mojego ciała. Dziewczyna ma niesamowite zdolności uzdrawiania mojego ciała. Zawsze kiedy pozwalam sobie otrzymać jej prezent na 100% - moje ciało zmienia się i luzuje niesamowicie. Co jest możliwe dzisiaj? Jaki wspaniały prezent ta dziewczyna ma dzisiaj do zaoferowania mojemu ciału? Jaką energią, przestrzenią i świadomością mogę być i pozwolić być mojemu ciału by otrzymać ten prezent z nieograniczoną wdzięcznością? Jaka zmiana jest w związku z tym możliwa? Wszystkie bariery, które ustanowiłem by czegokolwiek dzisiaj na tym masażu nie otrzymać i nie pozwolić otrzymać mojemu ciału, niszczę, rozpuszczam, bezpowrotnie – nie ma drogi powrotnej, drogie bariery!

To jest bardzo ciekawe zjawisko że dzień w dzień budzę się pełen lęku i niepewności, tak jakbym czekał na atak tej rzeczywistości, tego wszystkiego co dookoła mnie. Boję się że dostanę trudnego maila od jednego z klientów, z którym firma w której pracuję, z mojego ramienia prowadzi swego rodzaju spór o zasadność reklamacji. Boję się że zostanę opierdolony przez szefa. Boję się że moi pracownicy zbuntują się przeciwko mnie. Boję się że będę musiał wykonać jakieś mega trudne zadanie, z którym sobie nie poradzę. Boję się że będę chciał komuś powiedzieć „nie” i tego nie zrobię, po to aby zachować status quo i strefę komfortu. Czego jeszcze się boję? Upadku. Tak, boję się upadku i dla tego nie pozwalam sobie pofrunąć wyżej niż na taką wysokość z której upadek nie będzie taki bolesny, a może próbuję udowodnić sobie przez te wszystkie lęki że jestem przygotowany na upadek? Gdzie tu jest zaufanie do wszechświata. Jak on ma mnie wspierać, skoro pokazuję mu ciągle i ciągle że się boje i nie wiem i nie ufam? Bardzo chciałbym to zmienić i wreszcie złapać głęboki oddech i zaśpiewać pełną piersią swoją własną piosenkę, o wolności, o przyjaźni, o możliwościach jakie wiem że są możliwe dla świata. Piosenkę, która pierwszy raz w moim życiu, nie będzie przepełniona żalem, osądem, strachem, buntem. Pragnę tego najbardziej na świecie. Rozłożyć skrzydła, wziąć głęboki oddech i lecieć. Tak jak latałem gdy byłem małym chłopcem. Wtedy latałem praktycznie każdej nocy. Śniło mi się że macham rękami i wzbijam się pod sufit pokoju. Czasami udawało mi się wyfrunąć nawet poza budynek i przemierzać miasto, lecąc nad budynkami  i przewodami wysokiego napięcia. Innym razem wzbijałem się tylko delikatnie w powietrze by natychmiast opaść na ziemię. Bywało różnie z tym moim lataniem. Prawdopodobnie możliwości lotu uwarunkowałem jakimiś zewnętrznymi czynnikami, z których jako dziecko zdawałem sobie sprawę, a które jeszcze wtedy nie były takie ucementowane i zapisane gdzieś głęboko, bez możliwości dostępu. Teraz nie latam w ogóle. To mi się po prostu nie zdarza. Ale skoro miałem do tego dostęp jako dziecko, to dlaczego miałbym to zatracić w tak zwanym dorosłym życiu? A może wcale tego nie zatraciłem tylko uwierzyłem że nie jest to możliwe. Przecież kurwa ludzie nie potrafią latać. To jest tylko jeden z tych przykładów jak potrafimy z czasem i teoretycznie w miarę naszego rozwoju wytracać swoje zdolności. Czy to nie absurd? Rozwijamy się a w miarę rozwoju tracimy zdolności – to chyba prędzej niedorozwój. Tak więc drogi Macieju czy zechcesz tu i teraz odzyskać, posiąść i uświadomić sobie wszystkie swoje talenty, zdolności, możliwości które przez całe swoje życie skutecznie chowałeś pod skorupą „bezpiecznego” dorosłego dostosowanego do życia w otaczających realiach? Nie uznanie swoich własnych talentów jest najgorszym skurwysyństwem które możemy uczynić samym sobie. Odcinanie swoich naturalnych części jest barbarzyństwem wymierzonym w samego siebie. To tak jakby sznaucery odgryzały sobie ogony, dlatego że wszystkie mają je obcięte. I tutaj kłania się druga strona medalu. Czy nie jest częściowo również tak że jakąś tam dawkę swoich własnych talentów, zdolności, spostrzeżeń odcięto nam? A my na to pozwoliliśmy? I teraz jesteśmy tego efektem? Ale jeżeli wszechświat jest nieograniczonym zasobem energii a każdy z nas jest tak nieograniczony jak ten własny wszechświat to czy bardziej prawdopodobnym jest że jakaś część nas została odcięta, czy raczej to że została ukryta gdzieś w tej gęstwinie nieograniczoności? A jeżeli została ukryta, to czy jeżeli pozwolimy sobie uświadomić że jesteśmy tak ogromni jak cały wszechświat – my jesteśmy w nim a on w nas – to czy nie odnajdziemy tych ukrytych puzli z totalną łatwością – na pstryknięcie palcami? Dla mnie to jest lekkie. W ogóle pisanie tych tekstów jest niesamowitym prezentem, który sobie dałem. Jestem sobie za to mega wdzięczny. Mimo żelbetowego kloca na głowie, wstaję rano i siadam do pisania – pod koniec czuję się zupełnie inaczej. Czuję się większy i bardziej przestrzenny. A mój cenzor osłabia się i nie pozwalam mu kontrolować dalej mojego dnia. Macieju, ciało Macieja, jaką energią przestrzenią i świadomością możecie dzisiaj być co pozwoli Wam na wykreowanie dnia pełnego cudów, przełomowych zmian, pełnego wdzięczności i troskliwości, miłości, lekkości, rozkoszy i muzyki? Wszystkie gówna, które  gdzieś tam jeszcze orbitują wokół niech spłynął w nieograniczonym kiblu wszechświata. Have a nice day!

© Drenaż Umysłu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci